Młoda dziewczyna z opadającą na oczy kruczoczarną grzywką siedziała na parapecie wpatrując się w zielony las. Pogoda była niczego sobie. Słońce mocno świeciło i było ciepło. Mimo to Ariena - bo tak było jej na imię siedziała obrażona. Starsza kobieta krzątała się po kuchni najwyraźniej przygotowując posiłek. Wzięła do rąk 5 kubków i obróciła się od blatu.
- Ariena, pomóż mi. - poprosiła.
Ale ona nie posłuchała. Wzruszyła ramionami i westchnęła w dalszym ciągu wpatrując się w okno. W tym samym momencie usłyszała dźwięk tłuczonego szkła. Spojrzała na podłogę na której leżał stłuczony kubek i wylany kompot.
- Może jednak nie trzeba było brać 5 kubków naraz, Mono. - powiedziała obojętnym głosem.
- A może jednak trzeba było przestać się wpatrywać w te cholerne okno i mi pomóc!? - krzyknęła Mona - Co się z Tobą u licha dzieje?! Cały czas...
- Znowu krzyczysz... Daj mi spokój. - Arieny najwyraźniej to nie ruszyło.
- Całymi dniami siedzisz i pustym wzrokiem potrafisz wpatrywać się w cokolwiek! Nie rozumiem co chcesz przez to osiągnąć. Nie wychodzisz z domu, nic Cię nie obchodzi. Popatrz. Nawet teraz mnie nie słuchasz. Wstań, przebierz się, weź Kiarę i idź z nią na dwór. Spotkaj się z przyjaciółmi, nie wiem, cokolwiek! Kiara przez Ciebie musi także siedzieć w domu.
- A co mnie ona obchodzi? - dziewczyna przewróciła oczami.
- Jest Twoją siostrą! A poza tym mamy wojnę. Póki co terytorium na którym żyjemy jest spokojnie. Nie ma zbyt dużej szansy aby wam się coś stało. A dobrze wiesz, że same nigdzie nie możecie iść. - Mona najwyraźniej nie była zadowolona z jej zachowania.
- Przestań! Mam 17 lat! - zerwała się z parapetu i stanęła przed kobietą - Nie będę niańczyć tego małego... Nie ważne. Za dużo ode mnie wymagasz! Nawet nie wiesz czego pragnę! Na nic mi nie pozwalasz. - Ariena była bliska płaczu. W pośpiechu chwyciła gumkę do włosów i wybiegła na dwór.
Zieleń lasu. Las. Ten orzeźwiający zapach, niczym nie zmącony. Tak dawno go nie czuła. Dni spędzone w domu. Było ich zbyt dużo. Cztery ściany źle wpłynęły na równowagę dziewczyny. Mało co nie przewróciła się podczas biegu. Wiedziała gdzie biegnie. Ariena zastanawiała się o co chodzi Monie. Że ani ona ani jej siostra nie mogą wychodzić same. Że Kiara - jest jeszcze za mała i jeszcze sobie nie poradzi. 10latka sama w lesie? Ale Ariu była prawie dorosła, szybko biegała i potrafiła kogoś tak załatwić żeby mieć czas na ucieczkę.
Po jakimś czasie, gdy dziewczyna wybiegła z lasu i stanęła nad brzegiem wody usłyszała czyjś rozentuzjazmowany głos.
- Ariena! - dwie dziewczyny ruszyły w jej kierunku.
Obie były szatynkami i wyraźnie należały do jakiegoś stowarzyszenia razem. Na ich kurtkach widniały takie same znaczki wojskowe. Dopadły Arienę i zaczęły ją obie przytulać.
- Boże, Ariuś jak ja Cię dawno nie widziałam! - powiedziała jedna.
- Lil! Już spokojnie, nie duś mnie! - wydusiła Ariena. - Iselyyn! A ty co się chowasz?
- Nie chowam się. No tak, tak, cześć. Też Cię dawno nie widziałam. - odpowiedziała Iselyyn po czym poprawiła swoje włosy związane w ciasną kitę.
- Gdzieś ty się tak długo podziewała, Ariuś? - zapytała Lil.
- Nawet nie pytaj. - dziewczyna osunęła się na piach - W domu. W najgorszym więzieniu jakie może być, sam na sam ze swoimi myślami. Mona. To wszystko przez nią. Ona przesadza i na nic mi nie pozwala bo uwaga może mi się coś stanie. - ostatnie zdanie wypowiedziała ironicznie po czym ukryła twarz w ramionach. Obie jej koleżanki przykucnęły obok.
- Chodzi o to że Mona nie pozwala Ci wstąpić do Ochotniczych Oddziałów i jechać na wojnę? Na Kilavir? - zasugerowała Iselyyn.
- Właśnie. Wszystkiego się czepia. Mam jej dość. Chcę uciec stąd. To jest daremne... - pokręciła głową - A w dodatku ciągle mam się zajmować Kiarą, jakby nie była już wystarczająco duża żeby sama się sobą zająć. Prawda? Lil? Mogę zamieszkać u Ciebie?
- Em..no. Ariu... Wiesz że Mona pewnie się o Ciebie boi. Nie możesz jej zostawić. Pewnie nie chce żeby spotkało Cię to samo co Marvela. - odpowiedziała Lil.
- Tak, tak. Marvel... Ehh...
- A teraz posłuchaj mojej rady, rady cioci Iselyyn - jest już późno więc wstawaj i wracaj do Mony. Nie pozwól jej się zamartwiać. Pokaż jej że umiesz sobie poradzić a na pewno Cię puści.
- Tak, tak jasne. Chyba sobie śnisz. Nieważnie. - Ariena wstała i pobiegła z powrotem w las. Miała zamiar wrócić do domu ale nie chciała przepraszać Mony. W końcu po co? Chciała tylko wrócić do swojego pokoju. I znów zamknąć się w sobie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz